20 000 mil podmorskiej żeglugi
Na motywach: Juliusz Verne
Aleks nie może zasnąć, więc tata przynosi ze strychu starą mosiężną lampę okrętową po pradziadku. Gdy chłopiec przeciera mosiądz, ściany pokoju ciemnieją i zamieniają się w kabinę łodzi podwodnej. Razem schodzą w głębinę, mijając ławice ryb, świecące meduzy, śpiewającego wieloryba i zapomniany wrak, aż ciepły prąd odnosi ich z powrotem do domu.
Za oknem padał deszcz, a Aleksowi nijak nie chciało się spać. Tata usiadł na brzegu łóżka, pomyślał chwilę, po czym wstał i wszedł po drabince na strych.
Na górze skrzypnęło wieko starej skrzyni. Po chwili tata zszedł z czymś ciężkim w rękach: była to mosiężna lampa okrętowa, zielona od starości.
- Twój pradziadek pływał z nią po wszystkich morzach - powiedział. - Podobno widziała rzeczy, w które nikt nie chciał uwierzyć.
Aleks przetarł mosiądz rękawem, raz, drugi, trzeci, aż stary metal rozbłysnął ciepłym światłem.
I wtedy ściany pokoju pociemniały, jakby ktoś zanurzył je w atramencie. Za oknem, zamiast deszczu, przepłynęła wolno srebrna ryba.
Pokój zamienił się w kabinę łodzi podwodnej. Gdzieś pod podłogą obudził się głęboki, spokojny pomruk maszyny.
- Zamykaj właz - uśmiechnął się tata.
Aleks pociągnął ciężką klapę, która zamknęła się z miękkim stuknięciem.
Zaczęli schodzić w dół. Kadłub cicho zatrzeszczał, przyzwyczajając się do coraz większej głębiny.
Wzdłuż szyby przemknął sznur srebrzystych bąbelków, jak nitka pereł uciekająca do góry.
Im niżej płynęli, tym więcej dziwów pojawiało się za oknem. Najpierw ławica maleńkich rybek zawirowała wokół łodzi i rozsypała się w mroku.
Potem z ciemności wypłynęła meduza, przezroczysta jak dmuchnięte szkło, świecąc łagodnie na niebiesko.
- Popatrz w dal - szepnął tata.
Gdzieś daleko, w granatowej wodzie, odezwał się wieloryb. Jego głos był niski i długi, jakby ktoś przeciągnął smyczkiem po najgrubszej strunie świata.



