Księżniczka na ziarnku grochu
Na motywach: Hans Christian Andersen
Król Jan marzy, by oddać tron synowi, ale książę Jakub może poślubić tylko prawdziwą, najprawdziwszą księżniczkę. Królowa Magdalena odprawia kolejne kandydatki, aż pewnego deszczowego wieczoru do bram pałacu puka przemoczona dziewczyna. Czy naprawdę jest księżniczką? Rozstrzygnie to stos miękkich pierzyn i jedno maleńkie ziarnko grochu.
Było kiedyś wspaniałe królestwo mlekiem i miodem płynące. Leżało za lasami, za górami i za siedmioma morzami. Nic więc dziwnego, że daleko stamtąd było do wszystkich innych królestw, księstw i hrabstw.
Królestwem rządził dobry król Jan. Miał żonę, mądrą królową Magdalenę, i syna, przystojnego księcia Jakuba. Władca był sumienny i pracowity, toteż jego państwo stawało się coraz piękniejsze i zasobniejsze, lecz on sam starzał się już i rozkazywanie wydawało mu się coraz bardziej męczące. Wkrótce jedynym marzeniem króla Jana było przekazanie władzy synowi.
- Ożeń się, Jakubie - namawiał jedynaka. - Odziedziczysz najbogatsze królestwo świata, a ja wreszcie odpocznę.
Cóż, kiedy zgodnie z obowiązującą etykietą książę, aby wstąpić na tron, musiał się przedtem ożenić. Żoną księcia mogła zaś zostać wyłącznie prawdziwa, najprawdziwsza księżniczka.
Gdy heroldowie ogłosili w całym królestwie, że książę Jakub szuka żony, do pałacu zaczęły przybywać tłumy dziewcząt, z których każda podawała się za księżniczkę z babki prababki. Król Jan spodziewał się, że niedługo odda rządy w ręce następcy, jednak okazało się, że znalezienie odpowiedniej żony dla przyszłego władcy wcale nie jest takie proste.
Królowa Magdalena od rana do wieczora przyjmowała kandydatki na synowe w sali audiencyjnej. Zadawszy kilka prostych pytań, potrafiła bez cienia wątpliwości rozpoznać, która z panien kłamie.
- Jak długo gotuje się jajko na twardo? - pytała na przykład.
A kiedy dziewczyna odpowiadała prawidłowo, natychmiast wyprowadzano ją za drzwi. Wiadomo przecież, że prawdziwe księżniczki nie wiedzą takich rzeczy. Wkrótce królowa odprawiła wszystkie panny. Żadna nie okazała się godna jej syna.
Król Jan wpadł w rozpacz.
- Czy w pobliżu nie ma ani jednej prawdziwej księżniczki? - pytał. - Wyślijmy więc gońców, niech szukają w obcych krajach.
Gońcy pojechali. Ale ponieważ królestwo leżało bardzo, bardzo daleko, nie wracali tak długo, że królewska rodzina niemal straciła nadzieję. Książę Jakub snuł się smutny po pałacowych komnatach, królowa Magdalena zaczęła się zastanawiać, czy nie była dla kandydatek zbyt surowa, a król Jan poważnie rozważał zmianę etykiety. Może jednak żona księcia nie musi być księżniczką?
Minęła wiosna i minęło lato. Nadeszła jesień. Pewnego deszczowego wieczoru ktoś zastukał do bram pałacu:
- Puk, puk!
- Kto tam? - zapytał strażnik.
- Księżniczka Katarzyna - odparł ktoś dumnym głosem. - Proszę mnie wpuścić.
Żołnierz spełnił jej prośbę, a służąca, która przypadkiem słyszała tę rozmowę, czym prędzej pobiegła z nowiną do królowej Magdaleny.



