Mikołaj i zaginiony list
Zosia pisze do Mikołaja list, w którym nie prosi o prezent, tylko o śnieg dla młodszego brata, który jeszcze nigdy go nie widział. Ale list znika z magicznej skrzyni! Mikołaj, elf Pestka i najmłodszy renifer Iskra lecą przez śnieżycę aż do Lodowej Groty. Ciepła, sennie wyciszona bajka świąteczna o dobrym sercu i o pierwszym śniegu.
Daleko na północy, tam gdzie zimą słońce prawie nie wschodzi, a niebo mieni się zielonymi zorzami, stoi drewniany warsztat Świętego Mikołaja. W oknach pali się ciepłe światło, z komina unosi się dym, a w środku pachnie piernikami i świeżo struganym drewnem.
Tego wieczoru Mikołaj siedział przy wielkim stole i czytał listy od dzieci. Każdy czytał uważnie, do ostatniego słowa, a potem odkładał go do starej dębowej skrzyni. Skrzynia była magiczna. Pamiętała każde życzenie z całego świata.
Daleko stamtąd, w małym miasteczku, mieszkała dziewczynka o imieniu Zosia i jej młodszy brat Antek. Tej zimy w miasteczku nie spadł ani jeden płatek śniegu. Antek miał trzy lata i jeszcze nigdy w życiu nie widział śniegu. Dlatego Zosia napisała do Mikołaja list. Nie prosiła w nim o lalkę ani o klocki.
- Kochany Mikołaju - napisała starannie. - Proszę, przyślij nam trochę śniegu. Antek bardzo chce ulepić bałwana. Ja mogę w tym roku nie dostać prezentu.
Zosia narysowała jeszcze w rogu bałwana z marchewkowym nosem i zostawiła list na parapecie, tak jak co roku. Rano już go tam nie było.
Tymczasem w warsztacie Mikołaj sięgnął do skrzyni po list od Zosi. Ale w miejscu, gdzie powinien leżeć, było pusto. Mikołaj zmarszczył krzaczaste brwi i zawołał elfa Pestkę, najmniejszego i najbystrzejszego ze wszystkich.
- Pestko, zginął list! List od Zosi!
Pestka zarumienił się aż po czubek zielonej czapki.
- Bo widzisz, Mikołaju - wyjąkał. - Wczoraj tańczyliśmy w warsztacie, żeby było nam cieplej. Ktoś otworzył okno, wiatr zawirował i chyba porwał kilka listów.
Mikołaj wcale się nie złościł. Pogłaskał Pestkę po czapce i włożył grube rękawice.
- Wiatr z północy zawsze niesie wszystko do Lodowej Groty - powiedział. - Ruszamy.
W stajni czekały renifery. Najmłodszy z nich, Iskra, przestępował z kopyta na kopyto i parskał z radości, bo jeszcze nigdy nie leciał na prawdziwą wyprawę. Pestka wskoczył na sanie z małą latarenką, Mikołaj chwycił lejce i sanie wzbiły się nad zaśnieżone lasy.



