Pani Zamieć: okładka bajki

Pani Zamieć

Od 3 lat · 9 min słuchania

Na motywach: Bracia Grimm

Marysia upuszcza wrzeciono do studni i budzi się na łące pełnej kwiatów. Wyjmuje chleby z pieca, otrząsa jabłoń i trafia do domku Pani Zamieć, gdzie co rano trzepie wielką pierzynę, a na ziemi pada wtedy śnieg. Za dobre serce dostaje złoty deszcz, a leniwa Lusia coś zupełnie innego. Ciepła, zimowa baśń braci Grimm o pracowitości, z sennym zakończeniem przy pierwszym śniegu.

🎧 Posłuchaj początku
Pierwsza minuta nagrania z aplikacji: lektorka, muzyka i efekty.

Dawno temu, na skraju małej wioski, stał drewniany dom z ogródkiem i starą kamienną studnią. Mieszkała w nim kobieta z dwiema córkami. Starsza, Marysia, była jej pasierbicą. Młodsza, Lusia, była jej rodzoną córką. Marysia wstawała pierwsza, karmiła kury, nosiła wodę i przędła len. Lusia lubiła spać do południa i wyjadać konfitury prosto ze słoika. Macocha zawsze chwaliła Lusię, a Marysi dokładała pracy.

Każdego dnia Marysia siadała z wrzecionem na ławce przy studni i przędła tak długo, aż palce robiły się jej czerwone i zmęczone. Pewnego popołudnia wrzeciono wyślizgnęło jej się z ręki, potoczyło się po cembrowinie i z cichym pluskiem wpadło do studni.

- Skoro je upuściłaś, to je wyjmij - powiedziała surowo macocha. - Bez wrzeciona nie wracaj.

Marysia wróciła do studni i pochyliła się nad wodą. Wrzeciono błyszczało tuż pod powierzchnią. Sięgnęła po nie, wychyliła się odrobinę za daleko i nagle wszystko wokół zawirowało, jak liście na jesiennym wietrze. Kiedy otworzyła oczy, leżała na miękkiej trawie, na łące pełnej kwiatów. Świeciło ciepłe słońce, a obok niej leżało jej wrzeciono, zupełnie suche.

Marysia wstała i poszła ścieżką przez łąkę. Po chwili zobaczyła stary piec, a w nim pełno chleba. Ze środka dobiegały cienkie głosiki.

- Wyjmij nas, wyjmij nas, bo się przypalimy! Upiekłyśmy się już dawno!

Marysia wzięła drewnianą łopatę i jeden po drugim wyjęła wszystkie bochenki. Pachniały ciepło i złociście. Ułożyła je na ławce, żeby ostygły, i ruszyła dalej.

Wkrótce doszła do jabłoni, której gałęzie uginały się od czerwonych owoców.

- Potrząśnij nami, potrząśnij - szeptały jabłka. - Wszystkie jesteśmy już dojrzałe.

Marysia potrząsnęła pniem, a jabłka posypały się na trawę, puk, puk, puk, jak ciepły deszcz. Zebrała je w zgrabny kopczyk pod drzewem i poszła dalej.

Na końcu łąki stał mały domek z niebieskimi okiennicami. W oknie siedziała staruszka o srebrnych włosach i uśmiechniętych oczach.

- Nie bój się, dziecko - powiedziała łagodnie. - Jestem Pani Zamieć. Jeśli zostaniesz u mnie i pomożesz mi w domu, będzie ci tu dobrze. Pamiętaj tylko o jednym. Każdego ranka trzeba porządnie wytrzepać moją pierzynę, tak żeby piórka fruwały. Wtedy na ziemi pada śnieg.

Marysia została. Gotowała zupę, zamiatała podłogę, a co rano otwierała okno i trzepała wielką, puszystą pierzynę. Białe piórka wirowały w powietrzu, opadały w dół i daleko pod nimi, nad lasami i wioskami, zamieniały się w płatki śniegu. Dzieci w dolinie lepiły bałwany i wołały, że przyszła zima. A Pani Zamieć nigdy nie podnosiła głosu i zawsze miała dla Marysi coś ciepłego do jedzenia.

Podobne bajki

Wszystkie bajki na dobranoc ›

BajkiKołysankiPoradnikPobierzEnglish