Pszczółka Zuzia
Mała pszczółka Zuzia marzy o tym, co kryje się za wielkim lasem. Pewnego ranka wyrusza w swoją pierwszą samodzielną podróż. Po drodze spotyka żabkę, motyla i mądrą sowę, którzy uczą ją czegoś ważnego o świecie i o niej samej.
Za siedmioma łąkami, za trzema strumieniami, na samym skraju wielkiej łąki stał stary, złoty ul. Mieszkało w nim całe mnóstwo pracowitych pszczół, ale jedna była wśród nich wyjątkowa. Małą pszczółkę nazywano Zuzia.
Zuzia miała żółte paseczki, przezroczyste skrzydełka i wielkie, ciekawskie oczy, którymi patrzyła na świat z ogromnym zdumieniem. Każdego ranka, kiedy inne pszczółki wyruszały zbierać nektar z kwiatków, Zuzia siadała na progu ula i patrzyła w dal. Tam, za łąką, stał wielki, ciemny las. A za tym lasem, jak mówiły starsze pszczoły, był zupełnie inny świat.
- Co tam jest za tym lasem? pytała Zuzia.
- Nie wiadomo odpowiadały pszczoły i machały skrzydełkami, wracając do swojej pracy.
Ale Zuzia wiedziała jedno: pewnego dnia sama to sprawdzi.
I właśnie tego ranka, kiedy rosa jeszcze błyszczała na płatkach stokrotek, a słońce dopiero wspinało się po niebie, Zuzia wzięła głęboki oddech i powiedziała cicho do siebie:
- Dziś jest ten dzień.
Wzbiła się w górę, rozłożyła skrzydełka i poleciała przed siebie. Serce biło jej mocno, ale nogi nie drżały. Łąka była piękna o poranku. Pachniała miętą i dziką różą.
Niedaleko stawu, na wielkim, zielonym liściu lili wodnej, siedziała ktoś, kto wyglądał jak mała, zielona poduszeczka. Zuzia opadła niżej i zobaczyła żabkę o wielkich, złotych oczach.
- Hej! zawołała żabka wesoło. Jesteś pszczółką! Dokąd lecisz tak rano?
- Lecę zobaczyć, co jest za wielkim lasem odparła Zuzia. Czy ty wiesz, żabko?
- Za lasem? Ja nigdy tam nie byłam. Ja mieszkam tutaj, przy stawie. I wiesz co, to mi zupełnie wystarcza. Ale podziwiam cię, pszczółko. Trzeba odwagi, żeby lecieć w nieznane.
Zuzia usiadła obok żabki na liściu i przez chwilę patrzyły razem na taflę stawu. Woda była spokojna jak lustro.
- Nauczyłam się czegoś ważnego powiedziała żabka po chwili. Każde miejsce jest piękne, jeśli się dobrze przyjrzysz. Ja widzę w tym stawie tyle cudów, że mogłabym patrzeć całe życie. Może za lasem jest pięknie. Ale i tu jest pięknie.
Zuzia pomyślała o tym przez chwilę i coś ciepłego pojawiło się w jej małym sercu. Pożegnała żabkę i poleciała dalej.
Las był już coraz bliżej. Drzewa robiły się wyższe i gęstsze, a między nimi tańczyły smugi złotego światła. I właśnie tam, na kwiecie dzikiego bzu, Zuzia zobaczyła coś niesamowitego. Motyla o skrzydłach w kolorze zachodzącego słońca. Był pomarańczowy i czarny, z delikatnym wzorkiem jak koronka.
- Och! westchnęła Zuzia. Jakie masz piękne skrzydła!
- Dziękuję uśmiechnął się motyl i zatrzepotał powoli skrzydłami. A ty masz piękne, przezroczyste skrzydełka. Widziałem je z daleka, błyszczały jak kryształ.
Zuzia ani nie wiedziała, że jej skrzydełka mogą być piękne. Zawsze myślała, że są po prostu zwykłe.
- Lecę za las oznajmiła. Pierwszy raz sama, tak daleko.
- Wiem jak to jest powiedział motyl i usiadł obok niej. Ja też kiedyś po raz pierwszy rozłożyłem skrzydła. Długo siedziałem w kokonie i bałem się. Myślałem, że jestem za mały, za słaby. A potem wyszedłem i zobaczyłem świat.
- I co poczułeś? spytała Zuzia.
- Że świat jest dużo większy niż myślałem. I że ja też jestem dużo większy niż myślałem.



