Z Ziemi na Księżyc
Na motywach: Juliusz Verne
Aleks nie może zasnąć, bo Księżyc świeci mu prosto w okno. Tata przynosi ze strychu mosiężną lunetę pradziadka, a gdy chłopiec przekręca jej pierścień, pokój zamienia się w kabinę lecącą w gwiazdy. Razem unoszą się w nieważkości, krążą nad kraterami i patrzą, jak nad Księżycem wschodzi niebieska Ziemia. Piąta wyprawa Aleksa i taty śladami Juliusza Verne'a.
Była jasna, chłodna noc i Księżyc świecił tak mocno, że na podłodze pokoju leżał srebrny prostokąt światła. Aleks leżał w łóżku i patrzył w okno, zamiast zamykać oczy.
- Nie mogę zasnąć - szepnął. - Księżyc mnie budzi.
Tata uśmiechnął się i poszedł na strych. Po chwili wrócił z długim, mosiężnym przedmiotem owiniętym w kawałek miękkiego sukna.
- To luneta twojego pradziadka - powiedział. - Patrzył przez nią na Księżyc co noc, kiedy był chłopcem. Mówił, że jeśli ktoś patrzy dostatecznie długo, Księżyc w końcu spojrzy na niego.
Aleks przyłożył oko do szkła. Księżyc wypełnił cały okrąg, wielki i biały, z ciemnymi plamami jak mapa nieznanego kraju. Chłopiec przekręcił mosiężny pierścień, raz i drugi, i wtedy coś cicho kliknęło.
Ściany pokoju zaokrągliły się powoli, jakby ktoś zwijał je w kulę. Okno zmieniło się w okrągły iluminator z grubą szybą, a łóżko w miękki fotel z pasami.
- Witaj na pokładzie - uśmiechnął się tata, siadając obok. - Trzymaj się mocno, zaraz ruszamy.
Gdzieś pod podłogą zabrzmiał niski, głęboki pomruk, jakby ziewał olbrzym. Kabina zadrżała lekko i zaczęła się unosić, najpierw bardzo wolno, a potem coraz szybciej.
Za szybą przesunęły się dachy, a potem chmury, miękkie i białe jak pierzyna. Chmury zostały w dole i wtedy zrobiło się ciemno i bardzo cicho.
Aleks wyjrzał przez iluminator. Pod nimi wisiała Ziemia, ogromna i niebieska, owinięta w białe pasma chmur. Z każdą chwilą była odrobinę mniejsza.
- Tam jest nasz dom - powiedział tata cicho. - Gdzieś pod tą chmurką nad morzem.
Nagle Aleks poczuł, że coś go delikatnie unosi. Jego kapcie odpłynęły w powietrze, za nimi pluszowy miś, a potem sam Aleks, choć wciąż trzymał się pasa.
- Nic nie ważymy! - zaśmiał się.



