Zaczarowana Latarnia
Franek nie może zasnąć i pewnej nocy trafia na strych po stary koc. Tam odnajduje zaczarowaną latarnię po dziadku, która sama się zapala i prowadzi go przez magiczne miejsca - las świetlików, srebrną rzekę i łąkę śpiących kwiatów. Na końcu drogi stoi brama do krainy snów. Bajka o tym, że sen to najpiękniejsza przygoda.
Franek nie mógł zasnąć. Za oknem szumiał wiatr, a gałęzie drzew rysowały dziwne cienie na ścianie. Kołdra była za ciepła, potem za zimna, a poduszka leżała nie tak jak trzeba. Przewracał się z boku na bok, ale sen nie przychodził.
Przypomniał sobie że mama chowa stary koc na strychu. Może z tym kocem będzie lepiej.
Wstał cicho i wszedł po skrzypiących schodach. Na strychu pachniało kurzem, starym drewnem i czymś co nie ma nazwy, ale co zawsze kojarzy się z dawno minionym czasem. Franek zaświecił małą latarką i zaczął szukać.
I wtedy zobaczył ją w kącie, pod starą płachtą. Latarnia była mała, okrągła, z wygiętym uchwytem i szybką z kolorowego szkła. Należała do dziadka. Franek pamiętał ją z dzieciństwa.
Wziął ją do rąk i coś dziwnego się stało. Latarnia zapaliła się sama. Delikatne, złote światło wypełniło cały strych, ciepłe jak pierwsze promienie słońca.
A potem latarnia uniosła się lekko w górę i pociągnęła Franka za sobą.
Wyszli przez okno strychowe i znaleźli się na zewnątrz. Noc była ciepła i cicha. Latarnia leciała nisko nad ziemią, oświetlając drogę między drzewami.
Pierwsze miejsce do którego dotarli był las świetlików. Tysiące małych świateł unosiły się między drzewami, mrugały spokojnie i latały w rytm oddechu Franka. Im wolniej oddychał, tym wolniej latały. Chłopiec zwolnił oddech i poczuł jak jego serce uspokaja się razem z nimi.



