Luna i Kocyk Przytulas
Mały Staś nie lubi być przykryty kocykiem i ciągle go odkopuje. Ale pewnej nocy, dzięki świetlikowi Lunie, odkrywa że kocyk ma uczucia i marzenia. Ciepła bajka o trosce, bliskości i magii zwykłych rzeczy, które nas chronią.
Wieczorem, kiedy niebo robi się granatowe i gwiazdy zaczynają nieśmiało mrugać za oknem, w pokoju Stasia zapala się mała lampka nocna. Mama siada na brzegu łóżka i przykrywa go kocykiem, tym niebieskim, miękkim, trochę już wyblakłym od wielu prań.
- Dobranoc, skarbie.
- Dobranoc, mamo.
Mama wychodzi z pokoju, a Staś leży przez chwilę nieruchomo. Potem robi to, co zawsze, czyli zaczyna powoli odkopywać kocyk, najpierw wysuwa jedną nogę, potem drugą, aż w końcu cały kocyk zsuwa się cicho na podłogę obok łóżka.
Tak jest lepiej, myśli Staś. Kocyk go dusi, jest za ciepły i ciągle mu przeszkadza.
Wtedy na stoliku nocnym rozświetla się słoiczek, w którym mieszka Luna, mały świetlik o złotych skrzydełkach. Jej blask jest ciepły jak miód i rozlewa się łagodnie po ścianach pokoju.
- Dobry wieczór, Stasiu - mówi Luna cichutko.
- Cześć, Luna.
- Widzę, że twój kocyk znowu leży na podłodze.
Staś wzrusza ramionami i odwraca głowę w stronę okna.
- Bo mi przeszkadza, jest za ciepły i ciągle się plącze.
Luna milczy przez chwilę, a jej światełko lekko przygasa, jakby się nad czymś głęboko zastanawiała.
- Stasiu, czy wiesz, że kocyki mają uczucia?
- Kocyki? - Staś unosi głowę z poduszki i patrzy na Lunę z niedowierzaniem. - Ale to przecież tylko kawałek materiału.
- Dla ciebie to materiał, ale w nocy, kiedy wszyscy śpią, rzeczy czują znacznie więcej niż myślisz, szczególnie te, które są z tobą od bardzo dawna.
Staś spogląda na kocyk leżący na podłodze. Widzi, że jest zwinięty w kłębek i wygląda trochę jak smutny piesek, który czeka aż ktoś się nim zaopiekuje.
- I co takiego czuje mój kocyk?
- Możesz go o to zapytać, ale najpierw zrobimy Szept Odwagi, dobrze?
Staś już dobrze zna tę grę, więc od razu kładzie rękę na brzuchu i czeka na słowa Luny.
- Wdech noskiem, powoli, jakbyś wąchał ciepłe kakao w ulubionym kubku.
Staś wciąga powietrze głęboko do płuc.
- A teraz wydech buzią, jeszcze wolniej, jakbyś chciał zdmuchnąć piórko tak delikatnie, żeby prawie się nie poruszyło.
Powietrze wychodzi z ust Stasia miękko i spokojnie.
- Zróbmy to trzy razy, bo trzy to liczba spokojnych nocy.
Raz, dwa, trzy. Po ostatnim oddechu ramiona Stasia robią się lżejsze, jakby ktoś zdjął z nich niewidzialny ciężar.
- A teraz podnieś kocyk i połóż go obok siebie na poduszce.
Staś wychyla się z łóżka, podnosi kocyk i od razu czuje, jaki jest lekki i jak znajomo pachnie domem. Kładzie go ostrożnie na poduszce, tuż obok swojej głowy.
- Możesz powiedzieć coś prostego, wystarczy jedno zdanie.
Staś przełyka ślinę i zbiera się na odwagę.
- Kocyku, jak się czujesz?
Przez chwilę w pokoju panuje cisza tak głęboka, że słychać tylko tykanie zegara w salonie. A potem róg kocyka drga lekko, jakby westchnął z głębi serca.
- Czuję się odrzucony - mówi głosik tak miękki i cichy jak sam kocyk. - Każdej nocy próbuję cię przytulić i ogrzać, a ty mnie zrzucasz na zimną podłogę.



