Strażnicy Gwiazdnego Snu
Kiedy zapada noc, a niebo staje się ciemne, małe świetliki wyruszają w podróż, by zapalić gwiazdy nad domami dzieci. Każda gwiazda to czyjeś marzenie senne, a tej nocy jeden z najmłodszych strażników potrzebuje pomocy.
Kiedy zegar na ścianie wydzwonił ósmą, a za oknem zrobiło się ciemno jak w kominie, mała Luna siedziała przy parapecie i patrzyła w niebo. Była najmłodszym świetlikiem w rodzinie Strażników Gwiazdnego Snu.
- Luno, czas ruszać w drogę - powiedziała mama, dotykając jej delikatnie skrzydełkiem.
- Ale mamo, ja jeszcze nigdy sama nie zapaliłam gwiazdy - szepnęła Luna niepewnie.
- Dlatego właśnie dzisiaj to zrobisz. Pamiętaj, każda gwiazda to czyjeś marzenie senne. Musisz je zapalić delikatnie, z całego serca.
Luna wzięła głęboki oddech i wyfrunęła przez uchylone okno. Nocne powietrze było chłodne i pachnące jesienią. Wokół niej szybowały setki innych świetlików, każdy niósł malutką iskierkę światła.
Pierwsza gwiazda czekała tuż nad drzewem przy placu zabaw. Luna zatrzymała się przed nią, trzepocząc nerwowo skrzydełkami.
- To sen małego Jasia - wyszeptał starszy świetlik, przelatując obok. - Marzy o przygodzie z piratami.
Luna dotknęła iskierką ciemnej gwiazdy. Nagle rozbłysła ona złotym światłem i na niebie pojawiła się mała, migocząca kropka.
- Udało się! - zawołała Luna radośnie.



