Jaś i Małgosia
Na motywach: Bracia Grimm
Jaś i Małgosia to poruszająca opowieść o odwadze, sprycie i sile rodzinnych więzi. Zagubione w lesie rodzeństwo trafia na chatkę z pierników, należącą do okrutnej wiedźmy, która planuje je zjeść. Jaś zostaje uwięziony, a Małgosia musi wykazać się pomysłowością, by uratować brata i siebie. Dzięki odwadze i sprytowi dzieci pokonują wiedźmę i wracają do domu, gdzie witają je szczęśliwi rodzice.
Dawno, dawno temu żyli sobie Jaś i Małgosia. Mieli bardzo ubogich rodziców i mieszkali w brzydkim, starym domku na skraju gęstego lasu. Od świtu do nocy musieli ciężko pracować wraz z ojcem, który był drwalem. Często wracali do domu tak zmęczeni, że nie mieli nawet dość siły, by zjeść kolację. Zdarzało się, że kolacji po prostu nie było i cała rodzina kładła się spać z pustymi brzuchami.
- Małgosiu - mówił czasem Jaś, kiedy leżeli głodni w ciemnej izbie. - Mam straszną ochotę na czekoladowy piernik.
- Śpij, Jasiu - odpowiadała Małgosia, która była rozsądniejsza od brata.
- Och, jaką mam straszną ochotę na wielki czekoladowy piernik z rodzynkami!
Ale czekoladowe pierniki z rodzynkami nie rosły na drzewach, a rodzice Jasia i Małgosi nie mieli pieniędzy, żeby pojechać do miasta i kupić dzieciom ich ulubione smakołyki. Tylko niedziele były radosnymi dniami. Jaś i Małgosia brali od mamy koszyki i wyruszali do lasu na jagody albo na grzyby.
- Nie odchodźcie za daleko - przypominała mama.
- Nic im się nie stanie - uspokajał ją tata drwal. - Znają każde drzewo w okolicy.
Pewnej niedzieli dzieci, zajęte zbieraniem jagód, nie zauważyły, że zbliża się wieczór. Kiedy słońce skryło się za ciemnymi chmurami, a gałęzie świerków zaszumiały ponuro, rozejrzały się wokół z przerażeniem. Las nie był już przyjazny i znajomy.
- Co się stało, Małgosiu? - spytał szeptem Jaś.
- Nie wiem - odparła Małgosia. - Chyba się zgubiliśmy.
Wielkie, obce drzewa przypominały milczących olbrzymów o potężnych ramionach. W gęstwinie błyskały groźne ślepia.
- Boję się, Małgosiu - szepnął Jaś.
W lesie zapanowała ciemność. Drżące z zimna dzieci przytuliły się do siebie. Gdzieś w pobliżu pohukiwała sowa. W oddali słychać było wycie głodnego wilka.
Straszna noc trwała bardzo długo. Dzieci nie zmrużyły oka, wsłuchując się w złowrogie odgłosy. Wreszcie między gęstymi konarami rozbłysło słońce. Las nie wyglądał już tak ponuro. Jaś i Małgosia wstali i ruszyli na poszukiwanie drogi powrotnej.
Szli i szli przez nieznane okolice. Wokół rosły ogromne grzyby, dwa razy większe od tych, które zwykle zbierali. Nic tutaj nie było zwyczajne. Chłodny wiatr bez przerwy świszczał w gęstwinie i podążał za nimi krok w krok.
Kiedy słońce było już wysoko na niebie, zmęczone dzieci dotarły na skraj jasnej polany. Pośrodku stała chatka. Jej dach był zrobiony z czekoladowych pierników, ściany z różowego marcepanu, a płot z wielkich migdałów. W ogródku rosły kolorowe cukierki i małe drzewka, obwieszone dużymi rodzynkami.
Jaś nie wierzył własnym oczom. Spojrzał na Małgosię, przełykając ślinę.
- Chatka z pierników!
- Cukierkowy ogródek!
Nie czekając ani chwili dłużej, zgodnie dzieci rzuciły się pędem w stronę niezwykłej chatki. Jaś wyrwał z dachu kawał piernika, usiadł w cieniu i zanurzył zęby w słodkiej czekoladzie. Małgosia wpadła do ogródka i zaczęła chrupać marcepanowe marchewki, obgryzać migdałowy płotek i cukierkowe drzewko.
- Jaki pyszny dach! - mruczał z zadowoleniem Jaś.
- Spróbuj kawałek płotu, Jasiu - zachęcała Małgosia.
Kiedy dzieci najadły się do syta bajecznych smakołyków, poczuły pragnienie. Na szczęście pośrodku ogródka stała fontanna, tryskająca spienioną, kolorową wodą. Jaś zaczerpnął duży łyk i krzyknął zdumiony:
- To oranżada!
Roześmiane dzieci piły łapczywie pomarańczowy napój, gdy zza rogu słodkiego domku wyłoniła się zgarbiona staruszka. W ręku trzymała sękaty kij, a na nosie miała bardzo grube okulary.
- Smakuje wam mój domek, dziateczki?
Dzieci umilkły. Przerażona Małgosia wyjąkała:
- My... zgubiliśmy się w lesie, proszę pani... i byliśmy tacy głodni.
Staruszka wcale nie była rozgniewana.
- Nie bój się, córeczko. Wejdźcie do środka. W izbie mam jeszcze lepsze smakołyki niż tutaj.
Ledwie drzwi chatki zatrzasnęły się za Jasiem i Małgosią, staruszka zmieniła się nie do poznania. Nie była już łagodna i dobroduszna, lecz stała się okropną wiedźmą.
- Mam was, trutnie! - zachrypiała, podnosząc do góry sękaty kij. - Ładnie to tak, żreć cudzy dom? Zapłacicie mi za to!
Dzieci zadrżały i przytuliły się do siebie.
- Co pani z nami zrobi? Pewnie pani powie o wszystkim naszym rodzicom? - spytała przestraszona Małgosia.



