Kopciuszek
Na motywach: Charles Perrault
Wzruszająca opowieść o dobroci, pokorze i nadziei. Młoda dziewczyna, poniżana przez macochę i przyrodnie siostry, mimo ciężkiej pracy zachowuje życzliwość i marzenia. Dzięki pomocy dobrej wróżki bierze udział w królewskim balu, gdzie zdobywa serce księcia. Pomimo przeciwności losu i ograniczonego działania magicznych zaklęć, zostaje odnaleziona przez księcia i znajduje szczęście. Historia uczy, że dobro i wiara w siebie zawsze zostaną nagrodzone.
Dawno temu żyli sobie szczęśliwi małżonkowie. Mieli córkę jedynaczkę, którą oboje kochali nad życie. Przez długie lata wiodło im się doskonale, a ich dom stale rozbrzmiewał radością. Niestety, pewnej jesieni, kiedy dziewczynka ukończyła szesnaście lat, jej matka zapadła ciężko na zdrowiu i po tygodniu zmarła. Szczęśliwy dom z dnia na dzień zmienił się w siedlisko smutku.
Minęły dwa lata. W tym czasie ojciec dziewczynki poznał wdowę, która miała dwie dorastające córki. Wkrótce pojął ją za żonę i nawet nie przyszło mu do głowy, jak straszny los zgotuje swojej jedynaczce. Macocha nienawidziła swojej przybranej córki. Bez przerwy ją poszturchiwała.
- Rusz się, niezdarno, przynieś wody!
- Dalej, oślico, zamieć podłogę!
- Czego się gapisz, kopciuchu, dołóż drzewa do ognia!
Od ciągłego zamiatania domu i krzątania się wokół ognia dziewczynka rzeczywiście miała twarz brudną od kurzu i sadzy. Wkrótce nawet jej własny ojciec zaczął nazywać ją Kopciuszkiem, a ona sama zapomniała swojego prawdziwego imienia. Przybrane siostry Kopciuszka nie różniły się charakterem od swojej matki. Na każdym kroku częstowały kuksańcami zapracowaną dziewczynkę.
Pewnego razu rozeszła się po okolicy wieść, że młody książę, znudzony samotnością w swoim wielkim pałacu, zamierza codziennie urządzać wielki bal.
- No, dziewczynki, wreszcie uśmiechnął się do was los. Idziemy na bal. Tylko patrzeć, jak jedna z was poślubi księcia.
- A druga?
- Spokojna głowa. Dla drugiej znajdziemy jakiegoś szambelana.
Siostry nie posiadały się z radości. W dzień wielkiego balu prawie nie odchodziły od lustra, przymierzając dziesiątki sukni i ćwicząc zalotne miny. Wreszcie, pod wieczór, wystrojone i wymalowane wsiadły do powozu i odjechały w stronę pałacu. Przedtem jednak macocha powiedziała do Kopciuszka.
- Nie myśl, że będziesz się tu lenić, kiedy nas nie będzie. Zaraz ci znajdę jakąś robotę.
Rozejrzała się po izbie. Na stole, obok wielkiej dyni, stały dwa talerze: jeden z prosem, drugi z makiem. Macocha przesypała proso do talerza z makiem.
- Kiedy wrócimy, proso ma być dokładnie przebrane. To da ci zajęcie na całą noc.
Dziewczyna została sama. Pierwszy raz od wielu miesięcy zapłakała z rozpaczy. Jakże przebrać taką górę prosa? Jakże nie płakać, kiedy wszystkie dziewczęta z okolicy bawią się na balu w książęcym pałacu, a ona jedna siedzi tu sama w łachmanach i tylko myszy dotrzymują jej towarzystwa.
Nagle w izbie pojaśniało. Obok stołu pojawiła się dama w pięknej szacie, z kryształową pałeczką w dłoni.
- Nie martw się, Kopciuszku. Jestem dobrą wróżką. Zaraz poradzimy coś na twoje troski.
Dotknęła pałeczką talerza na stole. W mgnieniu oka proso było na powrót oddzielone od maku. Ale wróżka nie poprzestała na tym. Dotknęła Kopciuszka, który w jednej chwili stał się piękną panną, ubraną w przepyszną złocistą suknię i czerwone pantofelki godne królowej.
- Brak ci tylko karety i stangretów.
Wróżka rozejrzała się po izbie, a potem musnęła pałeczką dynię na stole i kilka zaciekawionych myszek. Prawie natychmiast na dworze rozległo się rżenie koni. Kopciuszek wyjrzał przez okno i nie wierzył własnym oczom. Stała tam królewska kareta ze stangretami w złotej liberii, zaprzężona w czwórkę koni.
- A teraz na bal!
- Ale uważaj, Kopciuszku, moje czary będą trwać tylko do północy. Potem twoja suknia znów zamieni się w łachmany, a kareta w dynię.



