O Johnnym, który sadził jabłonie: okładka bajki

O Johnnym, który sadził jabłonie

Od 5 lat

Prawdziwa historia Johna Chapmana, który wędrował przez Amerykę, sadząc jabłonie dla przyszłych pokoleń. Bajka o dobroci, hojności i zostawianiu świata lepszym niż go zastaliśmy. Ta ciepła opowieść pokazuje, że prawdziwe szczęście znajdziemy, gdy dajemy innym, nie gdy zbieramy dla siebie.

Dawno temu, w małym miasteczku w Massachusetts, żył chłopiec o imieniu John Chapman. Jego dom stał tuż obok wielkiego sadu jabłoniowego, a John spędzał tam każdą wolną chwilę.
Wiosną patrzył, jak drzewa pokrywają się białymi i różowymi kwiatami. Latem obserwował, jak z kwiatów rosną małe, zielone jabłuszka. A jesienią - och, jesień była najpiękniejsza! - pomagał zbierać dojrzałe, czerwone owoce.
- Mamo, dlaczego jabłonie są takie wspaniałe? - zapytał pewnego dnia.
- Bo dają nam swoje owoce rok po roku - odpowiedziała mama. - Kto zasadzi jabłoń, ten daje prezent nie tylko sobie, ale wszystkim, którzy przyjdą po nim.
Te słowa zapadły Johnowi głęboko w serce.

Kiedy dorósł, usłyszał opowieści o wielkim zachodzie Ameryki. Ludzie mówili o bezkresnych lasach, szerokich rzekach i żyznej ziemi, gdzie można zacząć nowe życie.
- Ale tam nie ma sadów - pomyślał John. - Ci ludzie nie będą mieli jabłek!
I wtedy podjął decyzję, która zmieniła jego życie. Zebrał pestki z setek jabłek, wsypał je do płóciennego worka i ruszył na zachód.
- Gdzie idziesz, John? - pytali sąsiedzi.
- Sadzić jabłonie - odpowiadał z uśmiechem. - Dla tych, którzy przyjdą po mnie.

John wędrował przez lasy i łąki, przez góry i doliny. Nie miał wiele - tylko swój worek z nasionami, starą książkę do czytania i wielkie, dobre serce.
Nie nosił butów, bo lubił czuć ziemię pod stopami.
- Tak lepiej wiem, gdzie posadzić drzewa - mawiał.
Zamiast kapelusza nosił na głowie stary metalowy garnek. Ludzie się dziwili, ale John tylko się śmiał.
- To mój najlepszy przyjaciel! - mówił. - Chroni mnie przed deszczem, a wieczorem gotuję w nim kolację.
Jego ubrania były stare i połatane, ale John nigdy nie narzekał. Kiedy ktoś dawał mu nową koszulę, rozglądał się, czy nie ma w pobliżu kogoś, kto potrzebuje jej bardziej.

Gdziekolwiek John się zatrzymał, sadził jabłonie.
Nad brzegami rzek wykopywał małe dołki i wkładał do nich pestki. Na polanach w lesie tworzył całe szkółki młodych drzewek. Przy chatach osadników zostawiał sadzonki w prezencie.
- Nie mam pieniędzy, żeby zapłacić - mówili czasem biedni farmerzy.
- Nie trzeba - odpowiadał John. - Zapłacisz mi, kiedy będziesz mógł. A jeśli nigdy nie będziesz mógł, to nic nie szkodzi. Jabłonie i tak będą rosły.
Ludzie zaczęli nazywać go Johnny Appleseed - Johnny Jabłkowe Ziarenko. I tak już zostało.

Podobne bajki

Wszystkie bajki na dobranoc ›

BajkiKołysankiPoradnikPobierzEnglish