Stoliczku, nakryj się!
Na motywach: Bracia Grimm
Pewien ojciec miał trzech synów i jedną kozę, która była całym dobytkiem rodziny. Psotna koza doprowadziła jednak do tego, że ojciec niesłusznie wygnał synów z domu. Każdy z braci wyruszył w świat i zdobył niezwykły przedmiot: czarodziejski stolik, osiołka sypiącego złotem i kij samobij. Po wielu przygodach bracia wrócili do domu, by wspólnie żyć w dostatku i radości.
Pewien ojciec miał trzech synów i jedną kozę, która była całym dobytkiem rodziny, dlatego wszyscy bardzo troskliwie się nią opiekowali. Codziennie na kogoś innego przypadał obowiązek, żeby zaprowadzić kozę na pastwisko i dopilnować, by się najadła.
Pewnego dnia najstarszy z braci wziął kozę na postronek i poszedł z nią na łąkę koło kościoła, gdzie trawa była wyjątkowo bujna i smaczna. Gdy wracali, zapytał:
- Czy najadłaś się do syta, kozo?
- Mee, mee, tak objadłam się,
że źdźbła nawet nie tknę już,
najszczęśliwsza jestem z kóz!
Gdy przyszli do zagrody, ojciec zagadnął:
- Czy koza jest najedzona?
- Tak. Nawet gdyby została na pastwisku dłużej, nie tknęłaby ani źdźbła - odparł syn.
Poszedł ojciec do kozy, poklepał ją po tłustych bokach i mówi:
- Najadłaś się dzisiaj. To dobrze!
- Niee, niee, nie najadłam się!
Boki mi popuchły z głodu,
zaraz skoczę do ogrodu
i tam trawy najem się, mee!
Rozgniewał się ojciec, że syn go okłamał, wziął kij i wygnał najstarszego z domu.
Następnego dnia średni z braci wziął kozę na postronek i poszedł z nią na łąkę pod lasem, gdzie rosła i trawa, i koniczyna. Gdy wracali, zapytał:
- Czy najadłaś się do syta, kozo?
- Mee, mee, tak objadłam się,
że źdźbła nawet nie tknę już,
najszczęśliwsza jestem z kóz!
W zagrodzie ojciec spytał, czy koza się najadła, a chłopiec zapewnił, że tak. Lecz gdy ojciec ją poklepał, koza znów zawołała:
- Niee, niee, nie najadłam się!
Boki mi popuchły z głodu,
zaraz skoczę do ogrodu
i tam trawy najem się, mee!
I tak samo jak brata, ojciec wygnał z domu średniego syna.
Trzeciego dnia najmłodszy wziął kozę na postronek i poszedł na łąkę kowala, gdzie rosła trawa, koniczyna i mlecz. Ale i jego spotkało to samo, co starszych braci, bo psotna koza znów skłamała.
Czwartego dnia ojciec sam zaprowadził kozę nad staw, gdzie rosła najbujniejsza trawa w okolicy. Gdy wracali, zapytał:
- Czy najadłaś się do syta, kozo?
- Mee, mee, tak objadłam się,
że źdźbła nawet nie tknę już,
najszczęśliwsza jestem z kóz!
Zaprowadził ojciec kozę do szopy, poklepał ją i pochwalił. Wtedy koza zawołała:
- Niee, niee, nie najadłam się!
Boki mi popuchły z głodu,
zaraz skoczę do ogrodu
i tam trawy najem się, mee!
I ojciec zrozumiał, że to koza kłamała, a on niesprawiedliwie wygnał z domu wszystkich trzech synów.
Tymczasem każdy z braci poszedł w inną stronę. Najstarszy trafił do stolarza i nauczył się pięknie rzeźbić w drewnie, a gdy skończył naukę, dostał na drogę czarodziejski stolik. Wystarczyło zawołać:
- Stoliczku, nakryj się! - a już zapełniały go półmiski pełne jadła i dzbany z przednim napitkiem.
Ucieszył się chłopak i ruszył do domu.
- Wrócę do ojca - postanowił. - Kiedy pokażę mu ten stolik, na pewno nie będzie się już na mnie gniewał.



