Szewczyk Dratewka
Na motywach: Baśń polska
Wędrowny szewczyk Dratewka ratuje pisklęta wilgi, naprawia rozsypane mrowisko, uwalnia z haczyka złotego karpia i pomaga pszczołom. Kiedy w ponurym zamku zła czarownica zadaje mu trzy niemożliwe zadania, wszyscy, którym pomógł, przybywają z odsieczą. Ciepła polska baśń o tym, że dobro zawsze wraca, z sennym zakończeniem pod księżycem.
Dawno temu po polskich drogach wędrował młody szewczyk. Chodził od wsi do wsi i od miasta do miasta, pukał do drzwi i pytał, czy ktoś nie ma butów do naprawy. Za kawałek chleba, miskę gorącej zupy albo drobną monetę łatał, szył i zelował. A kiedy widział, że ludzie są biedni, pomagał za uśmiech i dobre słowo. Nazywano go Dratewką, od mocnej nici, którą szewcy szyją buty.
Pewnego dnia, gdy szedł przez las, usłyszał żałosny pisk. Pod wysoką jodłą leżało ptasie gniazdko, a w nim trzy malutkie pisklęta wyciągały w górę dzióbki. Nad nimi krążyła i płakała żółta wilga. Gniazdo, spadając, rozsypało w dodatku mrowisko, które mrówki usypały pod drzewem.
- Spokojnie, ptaszyny, już was oddaję mamie - powiedział Dratewka.
Ostrożnie podniósł gniazdko, wdrapał się na jodłę i umocował je bezpiecznie między gałęziami.
- Dziękuję ci, dobry człowieku - zaświergotała wilga. - Nie zapomnę o tobie.
Potem szewczyk ukląkł przy mrowisku i ostrożnie, żeby nie nadepnąć żadnej mrówki, zgarnął z powrotem igliwie, patyczki i ziarenka.
- Dziękujemy, szlachetny człowieku - odezwała się cieniutkim głosikiem królowa mrówek. - Kiedyś ci się odwdzięczymy.
Dratewka uśmiechnął się, bo trudno mu było sobie wyobrazić, jak malutkie mrówki mogłyby mu kiedyś pomóc, i powędrował dalej.
Dzień był upalny, więc szewczyk przysiadł nad jeziorem. Na brzegu stał rybak, a na jego haczyku trzepotał się złocisty karp.
- Wypuść go, proszę - poprosił Dratewka. - Naprawię ci za to buty tak, że będą jak nowe.
Rybak spojrzał na swoje dziurawe buty, pomyślał chwilę i się zgodził. Karp plusnął do wody, a po chwili wystawił z niej pyszczek.
- Dziękuję ci, szewczyku. Nie zapomnę twojej dobroci.
Dratewka pokruszył rybce resztkę chleba, naprawił rybakowi buty i ruszył w drogę. Zawędrował do ciemnego boru, gdzie drzewa były tak wysokie, że słońce ledwie przeświecało przez gałęzie. Pod starym dębem krążył zaniepokojony rój pszczół. Ktoś, pewnie łakomy niedźwiedź, rozbił im plastry miodu i porozrzucał je po trawie.
Szewczyk pozbierał plastry, ułożył je z powrotem w dziupli, a wokół pnia powbijał zaostrzone gałązki, żeby niedźwiedź więcej nie łasował.
- Bzzz, dziękujemy - zabrzęczała królowa pszczół. - Jeśli kiedyś będziesz potrzebował pomocy, przylecimy.
Kiedy Dratewka wyszedł z boru, zobaczył na wzgórzu ponury zamek. Z małego okienka w najwyższej wieży dobiegał cichy płacz.



